marcin@marcinbakiewicz.pl

O Maneskin i Eurowizji dla Radionewslettera

O Maneskin i Eurowizji dla Radionewslettera

Alina Dragan zapytała mnie, czy chciałbym coś napisać do Radionewslettera o zespole Maneskin, który wygrał tegoroczną Eurowizję. Nigdy Alinie nie odmawiam, to dla mnie zaszczyt, więc siadłem do komputera i napisałem poniższy tekst, przy okazji poszerzając go o kilka eurowizyjnych przemyśleń. A że dostęp do RNLa jest limitowany dla radiowców i osób z branż okołoradiowych – wklejam go poniżej:

O Maneskin usłyszałem kilka miesięcy temu, gdy koleżanka mojej Agi z klubu Stodoła podesłała nam teledysk Włochów, pisząc że ta kapela będzie na Eurowizji. Od razu mi się spodobało, ale też pomyślałem, że to jednak, jak na Eurowizję, za mocne. Bo kto na tym festiwalu kiczu będzie stawiać na rockowy band? Pewnie, Lordi się udało, ale oni jednak swoim image gdzieś tam się w ten dziwaczny klimat wpisywali.

Nie rzucam eurowizyjnych uwag bez pokrycia, bo imprezę oglądam co roku (poza, z oczywistych przyczyn, rokiem ubiegłym). Z jednej strony z powodów zawodowych, a z drugiej bo mimo wszystko jest w niej coś, co przyciąga, choćby licytacja na dziwaczne stroje i tandetne piosenki. No i zawsze jest jakiś freak, cekiny, trochę golizny i dużo żenady, czyli po prostu szoł, z którego przecież składa się szołbiznes. Dla swoich celów stworzyłem nawet zestawienie eurowizyjnych szablonów: 1. Wariacje na temat eurodisco (najpopularniejszy), 2. Elementy orientalne i etniczne, 3. Wyciskacze łez, 4. Odstępstwa od powyższych norm (te są najciekawsze).

Nie twierdzę, że na tej imprezie nie ma utworów wartościowych. Są, ale jednak co roku w mniejszości. Niemniej na te ciekawsze zawsze czekam i cieszę się nimi (jaka szkoda, że nie ma wśród nich reprezentantów Polski). I mam wrażenie, że w tym roku było w sumie ich całkiem sporo.

Włosi postawili na ryzyko, które jak widać, opłaciło się. „Zitti e Buoni” to numer rasowy, a akurat na rasowość w rocku jestem bardzo wyczulony. Solidny gitarowy riff, darcie japy w refrenie, dobra, napędzająca numer sekcja, z grubym, dobrze niosącym, lekko przesterowanym basem. Plus ultrachwytliwy refren do poklaskania na koncertach i zaangażowany tekst o wykluczeniu. No i co równie ważne, szczególnie w telewizji, świetna prezencja. Dla mnie to odwołanie do szalonych lat 90. I tych kapel, które dziś są już klasykami, na czele z Jane’s Addiction. Bo czy wokalista Maneskin nie wygląda trochę, jak młody Perry Farrel? Być może ich zwycięstwo to znak (post)pandemicznych czasów, w których ludzie chcą powrotu do szczerości, również w muzyce. Nie chcą letnich przebojów, tworzonych przez hitmakerów, które nie niosą ze sobą żadnych wartości, ale czegoś bardziej organicznego i prawdziwego?

Zespół jest młody, do młodych dociera i życzę im, aby dobrze wykorzystali swoje 5 minut. Na razie idzie im bardzo dobrze, słuchaczom się podoba, singiel na antenie Antyradia lata już od ubiegłego tygodnia, bo dodałem go niezależnie od wyniku na Eurowizji, uznając że to dobra piosenka, o której będzie głośno :).

Czekam jeszcze na zapowiedź koncertu. BTW: Islandczycy już wyprzedali swój przyszłoroczny, Hydrozagadkowy koncert i już ich przeniesiono do Proximy!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *