marcin@marcinbakiewicz.pl

Skoncentruj się (na muzyce)

Skoncentruj się (na muzyce)

Niedawno trafiłem na ciekawy artykuł na stronie BBC. Jego bohaterami jest kilku gentlemanów, opowiadających o swoim przywiązaniu do relatywnie starych urządzeń. Na pierwszy ogień idzie minikomputer marki Psion, a dwa kolejne to odtwarzacze muzyki: mały player marki Creative, model Zen Stone oraz odtwarzacz minidysków marki Sony. Z tego, co widzę w sieci, Zena można cały czas kupić, natomiast format MD w roku 2013 przestał być produkowany i w zasadzie odpłynął w niepamięć.

Ciekawie przedstawia się motywacja właścicieli owych urządzeń do ich ciągłego używania. Zena użytkuje Alex Warren, autor książki „Technoutopia”. Chwali go za… niewielką pojemność i prostotę: To urządzenie może przechowywać od 10 do 15 albumów, więc wybierasz płyty, które lubisz i grasz je od początku do końca. To mała, kieszonkowa wersja gramofonu. Słucham tych albumów w całości, zamiast skakać po różnych playlistach. Nie chcę być rozpraszanym przez pełen różności screen Spotify, albo czuć pokusę wejścia na moment na Twittera. Fajnie jest móc mieć przy sobie muzykę bez bycia na uwięzi social mediów czy telefonu, pełnego aplikacji.

Podobne podejście ma użytkownik Minidisca Graeme Pathfield. Poza wychwalaniem jakości dźwięku (hmm) i oldskulowych odgłosów, które wydaje jego player podczas działania, pan Graeme również podkreśla brak elementów rozpraszających i możliwość skupienia się na jednym, czyli na słuchaniu muzyki, podczas użytkowania odtwarzacza.

I tu dochodzę do sedna sprawy – czyli koncentracji. Żyjemy w czasach, które owej koncentracji nie sprzyjają. Otacza nas coraz więcej bodźców, mamy w kieszeniach małe komputery, którymi są smartfony, oferujące mnóstwo rozrywki, wiadomości, wiedzy na wyciągnięcie ręki (albo telefonu z kieszeni). Nasze telewizory nie maja już dwóch kanałów, ale setki, a do tego oferują dostęp do platform streamingowych, streaming jest tez powszechny w muzyce. Dodam tutaj, że nie mam nic przeciwko serwisom, streamującym muzykę. Pozwalają mi w krótkim czasie przesłuchać sporo nowości, czy dotrzeć do płyt, których dawno nie słuchałem. Nie muszę też zastanawiać się, jaki album wgrać do ipoda przed wyjazdem na wakacje, jak to było przed laty. Niemniej nie da się ukryć, że dostęp do miliardów piosenek kusi przeskakiwaniem, szukaniem czegoś nowego. A argument o „czyhających” w telefonie aplikacjach też ma w sobie sporo prawdy.

Postanowiłem poszperać w sieci i znaleźć informację o „przeskakiwaczach”. W artykule na stronie Forbesa znalazłem stosowne dane. Wynika z nich, że w 24,14% przypadków prawdopodobieństwo przeskoczenia do kolejnej piosenki występuje już w ciągu pierwszych 5 sekund! To około ¼ wszystkich odtworzeń. Im dłużej piosenka trwa, tym procent „skipów” wzrasta. Przy 30 sekundach mamy już 35%. Przeciętny słuchacz przeskakuje piosenkę niemal 15 razy na godzinę, a odsetek przeskakiwaczy maleje z wiekiem – to dość oczywiste, bowiem młodzi ludzie są bardziej niecierpliwi.

A jak to się ma do radia i piosenek? To proste – każdy radiowiec wrzucając na playlistę nowy utwór, czyli taki który musi dopiero zawalczyć o uwagę słuchaczy ryzykuje, że część z nich też przeskoczy, w tym przypadku ze stacji na stację. Jeśli słuchamy radia w samochodzie, zmiana częstotliwości w elektronicznie programowanym radioodbiorniku zajmuje ułamek sekundy.  Dlatego tak ważnym jest, aby piosenka była odpowiednio przygotowana do emisji w radiu. Jak to zrobić? Opowiadam o tym na moich warsztatach i podaję konkretne przykłady dobrze przygotowanych radio editów, lub pomagam je przygotować podczas konsultacji muzycznych. I to z tego powodu radiowcy niechętnie patrzą na nowe nagrania, które trwają po 5, 7 czy więcej minut – chcesz zaprezentować taki kawałek? Proszę bardzo, wrzuć go na swoją płytę, ale do radia przygotuj inną, krótszą wersję, dzięki której zyskasz słuchaczy i zwabisz ich na swój album, aby właśnie posłuchali pełnej piosenki! Tego życzę wszystkim tym, którzy czekają na emisję swojej twórczości w stacjach radiowych!

PS. na zdjęciu mix starego i nowego: stylizowany na retro głośnik usb i minigramofon Crosley RSD3. Oba urządzenia spełniają swoją rolę, gramofon odtwarza płyty w formacie trzycalowym, można go podłączyć do słuchawek albo do wzmacniacza, a zasilany jest ładowarką telefoniczną.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *