marcin@marcinbakiewicz.pl

Wywiad do RadioNewsLettera

Wywiad do RadioNewsLettera

Wywiad ukazał się 29 stycznia, przeprowadziła do Alina Dragan. O RadioNewsLetterze piszę niżej, przy okazji podsumowania roku 2020, dodam tylko że rozmowa z Aliną to dla mnie, jako radiowca, fantastyczna sprawa. Zapraszam do lektury!

‘Dobry szef muzyczny powinien umieć zaryzykować’ – rozmowa z Marcinem Bąkiewiczem, Antyradio

Jesteś bardzo ciekawą postacią w naszej branży. Po pierwsze wygląd. Pasujesz do formatu rockowego jak ulał.

Haha, faktycznie :). W pierwszym radiu, w którym zaczynałem swoją przygodę, czyli w poznańskiej Aferze na takich jak ja mówiono „rockowe suchary”. Jestem takim sucharem, z długimi włosami, których nie obcinam od 29 lat i brodą. Dobrze mi z tym, lubię ten „look”, ludzie od razu wiedzą, z kim mają do czynienia :).

Po drugie, co w radiu jest ważniejsze, miłość do muzyki rockowej wyssałeś z mlekiem matki.

Z mlekiem matki i płytami ojca ;). Od urodzenia byłem otoczony muzyką, tato potrafił wydawać na płyty sporą część swojej ówczesnej pensji, cały czas ma w domu taśmy z audycjami z Trójki, w których prezentowane były całe płyty. Rodzice nigdy mnie nie gonili za słuchanie rocka i metalu, z włosami było gorzej, ale przyzwyczaili się ;). Klasykę rocka poznałem dzięki nim, a od 1990 roku, gdy miałem 12 lat, zacząłem sam odkrywać muzykę. Był to fantastyczny czas dla tego gatunku, maniakalnie oglądałem ówczesne MTV, słuchałem Radia Merkury, PR Wrocław i Trójki, czytałem prasę muzyczną, z Tylko Rockiem na czele. I tak już zostało.

W programowaniu radia dobra znajomość muzyki jest zaletą, ale bycie fanem może przeszkadzać.

Zgadzam się i zawsze powtarzam, że Antyradio to nie jest moja prywatna stacja, tylko radio, które nadaje dla słuchaczy. To słuchacze są najważniejsi i dzięki nim istniejemy. Nie wymagam od nich super wiedzy muzycznej, radio w ciągu dnia ma być rozrywką, dawać oddech, a nie być wyścigiem o to, kto wyciągnie z kapelusza bardziej zakurzony lub odjechany kawałek. Moim zadaniem jest dostarczać im po prostu dobre piosenki, a między nimi przemycać ciekawe nowości, które co tydzień wybieram. Mam świadomość tego, że w stacji takiej, jak Antyradio bardzo dużo zależy od muzyki, dlatego dobieram ją bardzo uważnie, a wyniki radia pokazują, że moja polityka się sprawdza. Jestem krytyczny, nawet wobec zespołów, które lubię i lubią je nasi słuchacze, bo każdemu może zdarzyć się gorszy kawałek. Na playliście dziennej lądują tylko te piosenki, wobec których mam pewność, że się sprawdzą.
A jeśli już bardzo chcę pokazać coś innego, mniej „komercyjnego”, mam od tego audycje autorskie, z których prowadzę w Antyradiu dwie: Świeży Towar o nowościach muzycznych w sobotę o 18.00 i Płytę Tygodnia w niedzielę o 20.00, w której gram i opowiadam o całych albumach.

W grudniu 2015 roku zostałeś szefem muzycznym Antyradia. Ktoś Cię ‘upolował’, czy sam się zgłosiłeś z miłości do formatu muzycznego?

Dostałem telefon od osoby, która pracowała w Eurozecie, znała moją radiowo-telewizyjno-dziennikarską przeszłość i muzyczne preferencje. Nie wahałem się ani sekundy, doskonale znałem Antyradio, od lat było moim numerem jeden w eterze, miałem też na nie swój pomysł i wiedziałem, że dam radę.

Gdy objąłeś stery muzyczne, jakie udziały w rynku miało Antyradio, a jakie ma obecnie?

Przyszedłem do Antyradia w grudniu 2015, udział w czasie słuchania wynosił wówczas w fali październik – grudzień 2015 1,29%. W ostatniej fali październik – grudzień 2020 mieliśmy 2,71%.

Co się przyczyniło do wzrostu popularności stacji?

To jest pytanie do Mariusza Smolarka, naszego naczelnego, który znakomicie prowadzi stację. Ale jeśli pytasz mnie – uważam, że szczerość przekazu, bo nikt nikomu niczego u nas nie narzuca, stabilność programowa i muzyczna, dobra promocja Antyradia, duża obecność w internecie i w social mediach oraz zaangażowanie słuchaczy przez cały rok w różne akcje antenowe, typu Płyta Rocku, Antyfest Antyradia, Tygodnie z…, strefy Antyradia na dwóch największych festiwalach (Open’er i Pol’and’Rock), patronaty nad koncertami i płytami, obecność od 10 lat na WOŚP. A przede wszystkim – znakomity, zgrany zespół, który się lubi i lubi ze sobą pracować.

Format rockowy jest trudny, z kilku powodów…

Po pierwsze – niby rock to gatunek niszowy, ale stacji rockowych jest w Polsce sporo. Po drugie – fani rocka są zaangażowani bardziej, niż np. fani popu, są mocno wyczuleni na fałsz, trzeba wiedzieć, gdzie przebiega cienka linia między zespołami rockowymi, a „rockowymi”. Format, w którym gra Antyradio, czyli format zakładający prezentowanie nowości wymaga też ciągłej uwagi i śledzenia rynku.

Jakie cechy powinien mieć dobry szef muzyczny takiej stacji, jak Antyradio?

Powinien przede wszystkim lubić to, co robi. I dobrze znać swój format oraz preferencje muzyczne słuchaczy. To taka praca, w której nigdy nie można powiedzieć „wiem już wszystko”. To ciągła pogoń za nowościami, szukanie ciekawych wykonawców, którzy pasują do profilu, czytanie polskich i zagranicznych portali muzycznych i prasy, sprawdzanie list przebojów. To też dużo kontaktów osobistych, jeżdżenie na festiwale, chodzenie na koncerty i show case’y, słuchanie i obserwowanie, czego słuchają ludzie i jak to odbierają, rozmowy ze znajomymi dziennikarzami muzycznymi, branżą polską i zagraniczną. Dlatego tak bardzo brakuje mi teraz muzyki na żywo.
Dobry szef muzyczny powinien też umieć zaryzykować, Nie wszystko da się przebadać i opisać w Excellu, badania są narzędziem, a nie wyznacznikiem brzmienia, szczególnie w formacie rockowym i nowościami w rocku. Trzeba mieć intuicję, wiedzieć na kogo postawić. Swoja drogą zauważyłem, że po wielu latach spędzonych w mediach muzycznych łatwiej mi ocenić, czy coś się przyjmie, czy nie. Myślę, że to kwestia osłuchania i doświadczenia.
No i ważna jest też asertywność i umiejętność rozmowy z ludźmi. Nowej muzyki jest dziś bardzo dużo, muzycy i managerowie czasem próbują w mało przyjemny sposób naciskać na mnie, aby dostać się na emisję. Dlatego jestem zdystansowany, nie jestem typem pana łaty. Kto mnie zna i ze mną pracuje, ten wie że uczciwie podchodzę do tematu, odsłuchuje to, co dostaję i jeśli uznam, że piosenka może się spodobać słuchaczom, trafia na antenę. I cenię pracę z ludźmi, którzy wiedzą, że mam prawo powiedzieć „nie”.

Konkurencją są prawie wszystkie stacje na rynku, ale kogo podsłuchujesz?

Przede wszystkim bezpośredniej konkurencji, którą pozdrawiam, czyli Eski Rock i Rock Radia. Od ubiegłego roku Radia Nowy Świat i Radia 357 + wybranych audycji z Radiospacji. Kiedyś słuchałem więcej Trójki, dziś mniej, ale zdarza się. I radia Kampus. Do tego jeszcze dorzucę Zetkę i RMF, Złote Przeboje, Meloradio, Muzo.fm. W Poznaniu zawsze włączę Aferę, w ogóle lubię słuchać lokalnych stacji, nie tylko w Polsce, ale i za granicą.

Mój kolega, były radiowiec powiedział mi, że przez wiele lat ‘poniewierał się po różnych stacjach’, ale tak naprawdę nie znalazł dla siebie inspirującego miejsca. Ty miałeś jednak dużo szczęścia

Zawsze mówię, że miałem szczęście, ale i mu dopomogłem decyzjami, które podejmowałem już od liceum. Na studia wyjechałem do Poznania, wybrałem kierunek, który dawał solidne, ale też dość ogólne wykształcenie (Stosunki Międzynarodowe/Europeistyka na Wydziale Prawa i Administracji UAM) i sam zacząłem szukać sobie miejsca w zawodowym życiu, idąc na II roku studiów nabór do Afery. Nigdy nie bałem się wyzwań i solidnych życiowych zmian, zawsze dużo pracowałem, a do przeprowadzek przywykłem od dziecka.

Gdzie zdobyłeś najcenniejsze doświadczenia, które teraz procentują?

Pierwszą radiową szkołą była Afera i podstawy antenowego obycia. Potem BOR, gdzie byłem asystentem Tomka Wolskiego. Od niego nauczyłem się bardzo dużo o tym, jak „robić” radio profesjonalne. Tam też pierwszy raz zetknąłem się z Selectorem XII. Selectora, a potem Music Mastera opanowałem do perfekcji w MTV. W e-commerce nauczyłem się sporo o promocji muzyki. No i bardzo dużo nauczyłem się w Eurozecie, w Antyradiu. Smolo to fantastyczny manager, który ma mega wiedzę o radiu.

Rzeczywiście wyglądasz na szczęśliwego radiowca. To jeszcze zapytam o tatę. Jakich artystów on obecnie słucha?

Tato potrafi mnie mocno zaskoczyć, ostatnio się mocno zdygitalizował, ma radio internetowe i Spotify. Słucha moich programów przez net, potem dzwoni i komentuje, jak go coś zaciekawi, wyszukuje na Spoti. Kiedyś zapytał mnie, czy słyszałem nowy album My Dying Bride i to był chyba największy szok  . A ostatnio, jak grałem nowego Dezertera zadzwonił i powiedział, że mu się podobało. Choć najbardziej lubi brzmienia classicrockowe, nie tylko te stare, ale i nowsze typu Joe Bonamassa.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *